„Sprężyna”

img_4742img_4738Zug, Szwajcaria (fot. Gosia Głowacka, 12.05.2016)

Zasadę sprężyny wykorzystano już kilkanaście tysięcy lat temu w łuku, w którym występuje nagłe wyładowanie się nagromadzonej energii mechanicznej, a także w niektórych pułapkach na zwierzęta (w postaci silnie napiętych prętów drewnianych). W okresie rzymskim do miotania pocisków podczas walk na morzu wykorzystywano sprężystość odgiętych desek (przykład sprężyny płaskiej). Ok. 1485 roku projekt Leonarda da Vinci przewidywał, aby kuszę-gigant, używaną dawniej do walk oblężniczych, zaopatrzyć w łuk z płaskowników metalowych (rodzaj resoru piórowego). Wypada wspomnieć również o miniaturowej kuszy ze stali, wynalazku hiszpańskich Maurów z XV w. Kuszę taką łatwo było ukryć nawet w rękawie. Ok. 1500 sprężyna występuje w nowej, ważnej postaci – sprężyny spiralnej, która zaczęła odgrywać rolę źródła energii w zegarach. W 1616 Veranzio Fausto, autor książki o maszynach, podaje rysunek powozu na resorach. Po 50 latach resory ze stali na pewno już były używane. Sprężyna śrubowa rozwinęła się prawdopodobnie ze spiralnej. Istniała już pod koniec XVIII w. Około 1800 J.Bramah zbudował maszynę do nawijania tego rodzaju sprężyn. Sprężyny tapicerskie natomiast wynaleziono w 1826 w Anglii.

Innym zastosowaniem sprężyny jest akumulacja energii mechanicznej, na przykład w napędzie tradycyjnych mechanizmów zegarowych. Sprężyny używane są też do amortyzowania uderzeń (np. zderzak kolejowy, resor) oraz do pomiaru siły (siłomierze).

(źródło: Wikipedia)

_____________________________

Kiedy sprężynę naciągnie się zbyt mocno jest tylko kwestią czasu gdy pęknie, a urzędzenie które dzięki niej działało przestanie funkcjonować. Kiedy społeczeństwo naciąga się z każdej strony oferując kłamstwo i propagandę zamiast dobrych, przemyślanych i przede wszystkim skutecznych rozwiązań w sferze społeczno-ekonomiczno-zdrowotnej wówczas jest tylko kwestią czasu, kiedy bańka kłamst pęknie. A rząd działający tylko i wyłącznie dzięki społeczeństwu przestanie mieć rację bytu. Zegar już odlicza czas!

„Fontanna Greth Shell”

Rzeźbia: Rolf Brem, Zug, Szwajcaria (fot.: Gosia Glowacka, 11.05.2016)

Kobieta, która musiała zanieść swojego pijanego męża do domu

Fontanna ta leży naprzeciwko Liebfrauenkapelle (Kaplica Matki Boskiej). Nie da się nie słyszeć dźwięku rozpryskiwanej wody jak tylko znajdziemy się w tej malowniczej okolicy.

Każdego roku z okazji Poniedziałeku Karnawałowego (Fasnacht Monday) cech stolarzy, tokarzy i bednarzy ponowne odgrywają historię Greth Schell. Miejscowe dzieci otrzymują pomarańcze i bułki rozdawane im przy tej okazji. Aby odnaleźć początki tego karnawałowego  zwyczaju oraz datę powstania fontanny  należy cofnąć się z powrotem do 17 wieku. Istnieje wiele niespisanych legend o historycznej postaci Margaret Schell, który często musiała nosić swojego pijanego męża, Peter Schella, do domu.
Historia jest rzeczywiście o kobiecie zwanej Greth Schell (i takąż nazwę wyryto na rzeźbie zdobiącej fontannę), który była zmuszona  zabrać do domu swojego pijanego męża, ubranego w czapkę błazna i machającego berłem.

(źródło: http://www.myswitzerland.com, http://www.zug-tourismus.ch)

____________________________________

Polsko, jak długo jeszcze przyjdzie Ci taszczyć na swych barkach błaznów politycznych pijanych od nadmiaru władzy i czuć wstyd z tego powodu?

„Brzydkie kaczątko”

IMG_4752WP_20160511_10_26_10_ProŁabędzie, Zug, Szwajcaria (fot. Gosia Głowacka i René Sachse, maj 2016)

(…) 

W tym to gąszczu siedziała w swym gnieździe kaczka, wysiadywała pisklęta, nudziła się, bo trwało to bardzo długo, a rzadko kto ją odwiedzał; inne kaczki wolały pływać po kanałach niż wchodzić pod liście łopianu, aby z nią pogadać.(…) Aż wreszcie jedno jajko po drugim zaczęło pękać, słychać była: „Pip, pip!”, wszystkie żółtka ożyły i wytknęły główki.
„Kwa, kwa!” – mówiła kaczka, a pisklęta hałasowały, jak tylko umiały najgłośniej, i rozglądały się pod zielonymi liśćmi na wszystkie strony; matka pozwalała im patrzeć, ile tylko chciały, bo zielony kolor jest zdrowy dla oczu.

(…)     

– Ładne masz dzieci, mateczko! – powiedziała kaczka z czerwonym gałgankiem na nodze. -Wszystkie są śliczne prócz tego jednego, które się nie udał. Byłoby dobrze, gdybyś je mogła odmienić.
– To niemożliwe, łaskawa pani! – powiedziała matka-kaczka. – Nie jest wprawdzie ładne, ale ma dobre serduszko i umie świetnie pływać, tak samo jak inne, nawet może trochę lepiej. Przypuszczam, że wyrośnie z brzydoty albo z wiekiem zmaleje. Za długo leżało w jajku i dlatego nie wygląda tak, jak powinno wyglądać.
Skubnęła je w kark i pogładziła po piórkach.
– To jest zresztą kaczor – dodała – i dlatego uroda nie będzie miała dla niego takiego znaczenia. Myślę, że będzie silny i że jakoś da sobie radę.

(…)

Ale byłoby to zbyt smutne opisywać wszystko, co wycierpiało biedne kaczątko w czasie ostrej zimy.
Kiedy słońce zaczęło na nowo grzać, leżało w bagnie pomiędzy sitowiom; skowronki śpiewały, była cudna wiosna.
Nagle rozwinęło do lotu skrzydła, które szumiały silniej niż przedtem i niosły je mocniej niż dawniej, i zanim się obejrzało, znajdowało się w dużym ogrodzie, gdzie kwitły jabłonie, gdzie kiście bzu pachniały i zwieszały się na długich, zielonych gałęziach ku wodnej powierzchni krętych kanałów.(…) Do ogrodu przyszło kilkoro małych dzieci, które rzucały chleb i ziarnka do wody, najmniejsze z nich zawołało:
– Przybył nowy łabędź! – a inne dzieci wołały razem z nim: – Tak, zjawił się nowy! – i klaskały w ręce, i kręciły się w kółko, a potem pobiegły do swych rodziców i razem rzucali do wody chleb i ciastka, a wszyscy wołali
– Ten nowy jest najładniejszy. Taki młody i piękny!
A stare łabędzie pochyliły przed nim głowy.
Wtedy ptak poczuł się zmieszany z radości: schował głowę pod skrzydła i sam nie wiedział, co się z nim dzieje; był zbyt szczęśliwy, ale wcale nie dumny, gdyż dobre serce nie bywa nigdy pyszne; myślał o tym, jak go prześladowano i wyszydzano, i słuchał, jak wszyscy teraz mówili, że jest najpiękniejszym ze wszystkich pięknych ptaków. Bzy pochylały swe gałęzie nad powierzchnią wody, a słońce grzało mocno i rozkosznie; wtedy zaszumiały skrzydła młodego łabędzia, podniosła się smukła jego szyja i zawołał z głębi serca:
– Nawet nie marzyłem o takim szczęściu wówczas, kiedy byłem tylko brzydkim kaczątkiem!

na podstawie bajki H.Ch. Andersena „Brzydkie Kaczątko”

Pełna wersja: http://basnie.republika.pl/brzydkiekacza.htm


.