„Latający kufer”

DSC_5582Odense, Dania (fot.: Barbara Malinowska, 02.07.2016)

Był raz kupiec tak bogaty, że mógł wybrukować talarami całą ulicę. Ale nie zrobił tego, bo używał pieniędzy w inny sposób. Ile razy dał talara, dostawał z powrotem trzy. Był to w istocie dobry kupiec, ale mimo to musiał umrzeć.

Jego syn odziedziczył dużo pieniędzy i żył wesoło, po całych nocach tańczył na maskaradach, a puszczając po wodzie kaczki, używał talarów zamiast kamieni. Wkrótce zostało mu ledwo kilka groszy, para butów i stary kubrak. Przyjaciele go opuścili, nie mogąc się z nim pokazać na ulicy; ale jeden z nich podarował mu stary kufer z napisem: „Pakuj się!”. Była to bardzo życzliwa rada, ale nie do wykonania z powodu braku rzeczy do spakowania. Kufer ten posiadał dziwną właściwość. Gdy się nacisnęło zamek, leciał na oślep w każdym żądanym kierunku, przy czym trzeszczał tak, jakby się miał zaraz rozpaść na drobne kawałki. Chłopiec siadł w kufer i pofrunął do kraju Turków. Ukrył kufer w lesie, a sam wyruszył do pobliskiego miasta.

Po pewnym czasie spotkał kobietę z małym dzieckiem.

– Przepraszam bardzo, cóż to za wielki pałac, z oknami tak wysoko umieszczonymi?

– Tam mieszka królewna! – odrzekła kobieta – Wyprorokowano jej, że będzie nieszczęśliwa z winy narzeczonego, dlatego pod nieobecność króla i królowej nie wolno się nikomu do niej zbliżać.

– Dziękuję! – powiedział syn kupca, wsiadł do kufra, osiadł na dachu pałacu i wszedł oknem do komnaty królewny.

Królewna spała na sofie, a była tak piękna, że ją pocałował. Zbudziła się bardzo przestraszona, ale chłopiec powiedział jej, że jest bogiem tureckim i to jej bardzo pochlebiło.

Usiedli obok siebie, a on wychwalał jej oczy, podobne ciemnym jeziorom, po których pływają myśli. Mówił, że jej czoło jest piękne i białe jak góra śnieżna. Opowiedział jej też bajkę o bocianie, który przynosi małe dzieci i wiele innych bajek. Potem oświadczył się jej i został przyjęty.

– Musisz przyjść w sobotę na herbatę – powiedziała – Ojciec i matka będą bardzo radzi, że wychodzę za boga. Tylko pamiętaj, żeby opowiedzieć piękną bajkę. Matka lubi tematy podniosłe i pouczające, a ojciec wesołe, z których można się śmiać.

– Tak, tak! Bajki to mój jedyny podarunek ślubny! – odparł. Potem rozstali się, a królewna podarowała mu szablę wysadzaną dukatami.

Chłopiec odleciał, kupił sobie nowe ubranie, siadł w lesie i zaczął pisać bajkę. Miała być gotowa do soboty.

 Na dworze przyjęto go na uroczystej herbacie bardzo gościnnie, a królowa rzekła:

– Opowiedz nam, proszę, bajkę o treści podniosłej i pouczającej wielce.

– A jednocześnie śmieszną – dodał król.

– I owszem – odparł syn kupca i zaraz zaczął opowiadanie:

– Prześliczna to bajka – powiedziała królowa – Duchem jestem po stronie zapałek. Tak, dostaniesz naszą córkę!

– Tak, dostaniesz królewnę – dodał król.

Ustalono dzień ślubu i oświetlono uroczyście całe miasto. Mieszkańcy dostali cukierki i ciasteczka, a ulicznicy gwizdali radośnie na palcach.

– Muszę i ja się przyczynić do uświetnienia tego dnia! – rzekł syn kupca, nakupił rakiet i najrozmaitszych sztucznych ogni, potem zaś wyleciał w powietrze swoim kufrem.

Zrobił się niesłychany zamęt. Ognie bengalskie napełniły powietrze hukiem i światłem, jakiego dotąd nie widziano. Wszyscy byli pewni, że królewna poślubia boga.

Wysiadłszy w lesie ze swego kufra, chłopak chciał zasięgnąć wieści, co o nim mówią w mieście.

Każdy głosił co innego, ale wszyscy byli zachwyceni.

– Widziałem samego boga! – wołał jeden – Oczy jego błyszczały jak gwiazdy, a broda przypominała spieniony górski potok!

– Leciał okryty płaszczem z płomieni, a pośród zwojów widniały głowy aniołów! Nazajutrz miało się odbyć wesele.

Syn kupca wrócił do lasu chcąc zabrać kufer… ale cóż się okazało? Oto mała iskierka zatliła stare, suche drzewo i cudowny kufer doszczętnie spłonął! Nie mógł już latać i udawać boga! Nie mógł się pokazać na oczy narzeczonej! Ona zaś stała przez cały dzień na dachu, czekając na niego. Stoi tam jeszcze pewnie do dziś. A chłopak wędruje po świecie i opowiada bajki, ale żadna nie jest już tak wesoła, jak bajka o zapałkach.

(źródło: https://pl.wikisource.org/wiki/Lataj%C4%85cy_kufer)

________________________________________________________

Był sobie raz rząd, który w swoich szeregach miał ludzi tak mądrych, ze w czasie kryzysu ekonomicznego ich kraj stanowił „zielona wyspę” posrod czerwonej mapy bankrutow. Rzad ow nie paral sie rozdawnictwem i staral sie gospodarowac posiadanymi zasobami w sposob zrownowazony. Jego czolowego przedstawiciela w dowod uznania powolano wiec na przewodniczacego instytucji zrzeszajacej kilkadziesiat krajow, zwana Rada Europejska. Byl to w istocie dobry rzad, ale pod koniec swej drugiej kadencji oderwal sie od rzeczywistosci, popelnil wiele bledow i musial odejsc.

Jego spadkobierca zostal jego dotychczasowy konkurent zwany Pisuarem. Tenze lubil zycie rozrywkowe: a to stadnine Arabow w popiol obrocil, a to z puszczy fabryke trocin i kornika uczynic postanowil, a to szkoly do gory nogami obrocil ku uciesze gawiedzi, albo bilet w jedna strone chcial mlodym lekarzom zasponosorowac. Uruchomil tez program 500+ na napoje wyskokowe dla co troskliwszych rodzicow zachecajac ich do nasladowania rodzin kroliczych. Obdzielal tez swoich przyjaciol hojnie czerpiac z zapasow zgromadzonych przez poprzednika. Wkrotce zostala mu dziura w budzecie tak wielka, ze nie dalo sie juz jej ukryc przed innymi krajami pod plaszczykiem pieknej nowomowy. Wtedy jeden z doradcow podrzucil program „Mieszkanie +” i rzekl „Pakuj sie”. Dobrze powiedziec, trudniej zrobic. Bo co tu pakowac jak w kieszeniach hula wiatr i ani grosza na nowy program.

Jednakowoz Program ow, podobnie jak Program 500+ mial jedna cudowna wlasciwosc: dawal nadzieje na lepsze zycie, na sprawiedliwszy podzial wypracowanych dobr (nie tylko ci co pracuja moga kupic mieszkanie, posiadac auto czy pojechac na wakacje. Takze leniom patentowym tez sie cos przeciez nalezy). Juz samo haslo „Mieszkanie+”, „500+” uruchamialy ludzka wyobraznie o bogactwie, ktore za chwile, no moze dwie zapuka do ich drzwi. I tak fruwal Pisuar ze swoimi programami az oczarowal piekna krolewne zwana Polska i czesc jej Narodu calkowicie dala sie oglupic pieknymi bajkami. Pisuar mial bowiem wielu zlotoustych mowcow. Jakie to gory szczerozlote  dla swojego elektoratu budowac bedzie, jak to o rodziny i zdrowie (zwlaszcza kobiet w ciazy i seniorow) dbac beda, jak to wszyscy dookola chca im uniemozliwic poprawe bytu Narodu (zapewne przez zazdrosc) wytykajac lamanie Praw Czlowieka, lamanie Konstytucji, nieprzestrzeganie norm i praw Uni Europejskiej. Ludzie byli oczarowani, matki padaly do stop Najjasniejszemu Pisuarowi majac go niemal za boga, co je od pracy uchronil dajac pieniadze do reki (niewazne, ze innym wyszarpniete z kieszeni).

Pisuar grzal sie w blasku swego dostojenstwa, co miesiac odgrywajac spektakl z drabinki. W pewnej chwili postanowil tez zakonczyc Program 500+ oraz Mieszkanie+ z uwagi na olbrzymie koszty i poprzechadzac sie miedzy ludzmi, by dowiedziec sie co o nim sadza. Mial jednak troche stracha, ze mogliby go nie rozpoznac i przez to nie okazac dosc szacunku, dlatego tez wygrodzil trase swego przemarszu metalowymi barierkami i kordonami policji – taki element zblizajacy Pisuara do Narodu. I coz sie okazalo?

Bez Programu 500+ z Pisuara nic nie zostalo, bo jak Narod wkurzony to populizm jest nie do obrony

 

Reklamy

„Nowe szaty cesarza”

DSC_5572_.jpgOdense, Dania (fot. Barbara Malinowska, 02.07.2016)

Przed wielu laty żył sobie cesarz, który tak bardzo lubił nowe, wspaniałe szaty, że wszystkie pieniądze wydawał na stroje. Nie dbał o swoich żołnierzy, nie zależało mu na teatrze ani na łowach, szło mu tylko o to, by obnosić przed ludźmi coraz to nowe stroje. Na każdą godzinę dnia miał inne ubranie, i tak samo, jak się mówi o królu, że jest na naradzie, mówiono o nim zawsze: „Cesarz jest w garderobie”.
W wielkim mieście, gdzie mieszkał cesarz, było bardzo wesoło; codziennie przyjeżdżało wielu cudzoziemców. Pewnego dnia przybyło tam dwu oszustów, podali się za tkaczy i powiedzieli, że potrafią tkać najpiękniejsze materie, jakie sobie tylko można wymarzyć. Nie tylko barwy i wzór miały być niezwykle piękne, ale także szaty uszyte z tej tkaniny miały cudowną własność: były niewidzialne dla każdego, kto nie nadawał się do swego urzędu albo też był zupełnie głupi.

„To rzeczywiście wspaniałe szaty! – pomyślał cesarz. – Gdybym je miał na sobie, mógłbym się przekonać, którzy ludzie w moim państwie nie nadają się do swoich urzędów; odróżniałbym mądrych od głupich. Tak, ten materiał muszą mi utkać jak najprędzej”. I dał obu oszustom z góry dużo pieniędzy, aby mogli rozpocząć pracę.

 (…) Cesarz posłał wkrótce innego uczciwego urzędnika, aby zobaczył, jak postępuje praca tkaczy i czy tkanina będzie już wkrótce skończona. Powiodło mu się zupełnie tak samo jak ministrowi. Patrzał i patrzał, ale ponieważ nie było nic na warsztatach, nie mógł więc nic zobaczyć.
– Czyż to nie cudowna tkanina? – zapytali obaj oszuści i pokazali mu, objaśniając, wspaniały wzór, który wcale nie istniał.
„Głupi nie jestem – pomyślał posłany człowiek. – A więc chyba nie nadaję się do mego świetnego stanowiska. byłoby to dość dziwne, ale nie trzeba tego po sobie okazywać”. Pochwalił tkaninę, której nie widział, i zapewnił oszustów, jak bardzo mu się podobają piękne barwy i ładny wzór.
– Tak, to przepiękne – powiedział do cesarza. Wszyscy ludzie w mieście mówili o wspaniałej tkaninie. Wreszcie cesarz zapragnął sam zobaczyć materię na warsztacie.

Wybrał się więc z całą gromadą oddanych mu ludzi, wśród których znajdywali się i tamci dwaj dzielni urzędnicy, którzy już tu byli, i zastał sprytnych oszustów pracujących jak najgorliwiej, lecz bez nici i bez osnowy.
– Czyż to nie wspaniałe? – powiedzieli dwaj dostojni urzędnicy. – Niech jego cesarska mość tylko spojrzy, co za wzór, co za barwy! – I pokazywali na puste krosna, gdyż myśleli, że wszyscy oprócz nich widzą tkaninę.
„Cóż to? – pomyślał cesarz. – Nic nie widzę. To straszne! Czyżbym był głupi? Czy jestem niewart tego, aby być cesarzem? To byłoby najstraszniejsze, co mi się mogło przytrafić”.

– O, tak, to jest bardzo piękne – powiedział cesarz – raczę to bardzo pochwalić! – kiwnął z zadowoleniem głową i zaczął oglądać puste krosna, bo nie chciał powiedzieć, że nic nie widzi. Cały orszak, który otaczał cesarza, patrzał i patrzał, ale także nic nie widział, wszyscy jednak mówili tak jak cesarz:
– Tak, to jest bardzo piękne.
I radzili monarsze, aby szaty z tego nowego, wspaniałego materiału włożył po raz pierwszy na wielką procesję, która miała się wkrótce odbyć.

(…)

 I tak oto kroczył cesarz w procesji pod wspaniałym baldachimem, a wszyscy na ulicy i w oknach mówili
– Boże, jakież te nowe szaty cesarza są piękne! Jaki wspaniały tren, jak świetny krój.
Nikt nie chciał po sobie pokazać, że nic nie widzi, bo wtedy okazałoby się, że nie nadaje się do swego urzędu albo że jest głupi. Żadne szaty cesarza nie cieszyły się takim powodzeniem jak te właśnie.
– Patrzcie, przecież on jest nagi! – zawołało jakieś małe dziecko.
– Boże, słuchajcie głosu niewiniątka – powiedział wtedy jego ojciec i w tłu mie jeden zaczął szeptem powtarzać drugiemu to, co dziecko powiedziało.
– On jest nagi, małe dziecko powiedziało, że jest nagi:
– On jest nagi! – zawołał w końcu cały lud.

(…)

Na podstawie baśni H.CH.Andersena „Nowe szaty cesarza”,

(źródło: http://basnie.republika.pl/noweszatycesarza.htm)

__________________________

Polski Narodzie – gdzie to dziecię, które sprawi, że klapki spadną z Waszych oczu i dojrzycie nagą prawdę?